Legendy, Baje i Baśnie
Jak każde miasteczko o długiej historii, a Muszyna z pewnością się do takich zalicza, nasza okolica, aż roi się od rozmaitych legend, baśń i przekazów słownych. Historie które to w prosty ale i ciekawy sposób próbują wyjaśnić to co intrygujące i tajemnicze.
Na pewno wielu z was słyszało, czytało lub zna kogoś kto byłby chętny podzielić się z nami ciekawą historia dotyczącą naszego miasteczka, regionu oraz ludzi tu żyjących.
Aby zachęcić do podzielenia się z nami swoją opowieścią, postanowiłem dać przykład i poniżej przytoczyć "Legendę o studni na Muszyńskim Zamku"
Cytat:"Legenda o studni na Muszyńskim Zamku"
Było to po najeździe Węgrów na Muszynę ( 1474? ), kiedy to biskup krakowski kazał odbudować zamek po pożarze. Martwił się pan starosta, a z nim burmistrz i wójt, gdzie będzie woda dla zamkowych. Jak tu z rzek wodę na górę nosić ? Starosta, burmistrz i pleban uradzili, że trzeba studnię kopać. Kto jednak temu podoła i studnie na skale wybierze ? Kiedy rozglądano się za studnikiem, który by zadania się podjął, dobry los sam przywiódł rozwiązanie.
W niedalekim Sabinowie harniki zbója pojmali. Nie wiedzieli czyj to zbój, ani jak się nazywa. Okazało się, że był hardy, chytry, fałszywy i jak niedźwiedź mocarny. Dał się pojmać przez dziewczynę. Został przywieziony na muszyński zamek i wtrącony do lochów. Czekał na śmierć. Ale ksiądz wstawił się za nim do wójta, aby oszczędzić mu żywota i do pracy zagonić. „Niechaj studnię na zamku kopie i ona za więzienie mu służyć będzie. Jak do wody się dokopie, złoży przyrzeczenie iż zbójować nie będzie, to z życiem odejdzie jako woda.”
Jak postanowiono – tak zrobiono. Robota nie szła szybko, bo skała twarda, a do wody daleko. Pomagali zbójowi dwaj mularze. Zbój kopał dzień i noc. Spał na dnie studni na desce lub płachcie. Jadł co mu na powrozie spuścili. Tak minął miesiąc. Kiedy i drugi miesiąc miał się ku końcowi, patrzy zbój w górę , a tu po powrozie na dół sunie piękna panna. Stanęła naprzeciw niego i śmieje się! – Kto ty – pyta zbój. – Jam ci jest studnica! Nie wiesz, że każda studnia i każde źródło ma swojego ducha, co go pilnuje? – A ty tu po co? – pyta zbój. – Nie martw się!. Pan Bóg dobry grzechy ci odpuści. Jutro wody się dokopiesz. Ale uważaj! Woda będzie wielka. Kiedy ją zobaczysz do wiadra skacz, za powrozy szarp, aby cię zaraz wyciągnęli. Inaczej się utopisz! Muszyna ma szczęście! Tyle tu dobrej, kwaśnej wody. Ta woda splendor i chwałę miastu przyniesie. Powiedziała i nagle znikła. Długo myślał zbój, sen to czy prawda... Nazajutrz ledwo kopać zaczął buchnęła woda. Cudem udało się zbója wyciągnąć. A w studni woda bulgotała, dudniła. Niedługo pojawił się wójt i starosta. Wyciągali wodę i próbowali. Dobra była. Długo studnia służyła panu staroście i jego ludziom.
A kiedy zamek zaczął się walić, austriacki zaborca kazał studnię kamieniami zasypać, aby się w niej nikt nie utopił. I dziś nie wiadomo gdzie na Baszcie była studnia, a była na pewno.
Cytat:MUSZYŃSKI ZAMEK - PRAWDA I LEGENDA
Między Muszynką a Szczawniczkiem, na samym końcu pasma górskiego, 57 m. nad wodami Popradu leży, dziś w gruzach, muszyński zamek. W wiekach od XIII-XVIII stanowił on jedną z największych budowli w miasteczku.
Zbudowany na skalistej kończynie góry zwanej dziś BASZTĄ stanowił obronny punkt na granicy węgierskiej. Spełniał też zadania komory celnej na kupieckim szlaku wiodącym doliną Popradu.
Do XIV wieku była to drewniana forteca, którą zniszczył w 1411 r. Ścibor Ściborzyc, wojewoda siedmiogrodzki, najechawszy Sądecczyznę i po spaleniu i złupie-niu obu Sączów wycofywał się przez Muszynę.
W styczniu 1474 r. zamek muszyński znowu padł ofiarą najazdu, tym razem Węgrów pod dowództwem Tomasza Tarczy, stronnika króla węgierskiego Macieja Korwina. Po tym złupieniu muszyńskiej fortecy nie odbudowano już nigdy w pierwo-tnym kształcie.
W czasach Kazimierza Wielkiego zamek otrzymał wzmocnienie i murowane czworoboczne baszty. Zachowały się dokumenty, w których starosta Mikołaj Lapysspathok umawia się w 1508 r. z majstrami z Bardiowa o ostateczne wykończenie budowy zamku kamieniarką, na wzór bardiowskiego ratusza.
Na zamek wjeżdżało się od północno-wschodniej strony przez zwodzony most umieszczony w czworobocznej baszcie, wspartej na narożnych skarpach. Do północ-nego muru obronnego przybudowano drewniane budynki gospodarcze i zabudowania dla służby. Ta część zamku miała dziedziniec wewnętrzny z głęboką studnią. Z dziedzińca tego wchodziło się do drugiej części południowo-zachodniej, gdzie był dom mieszkalny długi na około 20 m i szeroki na 13 m. Główna ściana tego budynku miała niesłychanie korzystną wystawę, co dawało jej duże nasłonecznienie i rozległy widok na dolinę Popradu. Również ta część zakończona była wieżą.
W roku 1655 przystąpiono pospiesznie do umocnień zamku w obawie przed Szwedami. Znoszono tramy (belki), kamienie, materiały wybuchowe i wzmocniono załogę.
Zamek przez długie lata był siedzibą starostów i był zamieszkały aż do czasów Konfederacji Barskiej. Nie wiadomo natomiast jaką rolę odegrał w czasie walk Konfederatów Barskich z Rosjanami w tym regionie.
W czasie zaborów, austriacki zaborca nie widział potrzeby robienia remontów i napraw zamku, dlatego z latami zamek chylił się ku upadkowi.
Dziś na Baszcie pozostały jedynie mizerne gruzy i szczątki dawnych murów i baszt. Z początkiem wieku widoczne były jeszcze żelazne drzwi prowadzące gdzieś w podziemia.
Wśród okolicznej ludności krążyły i krążą jeszcze przeróżne legendy i opowiada-nia o zamku.
Twierdzono, że w czasie najazdu Szwedów starosta Bedliński kazał kopać tajemne lochy, w których ukrył znaczne skarby.
O tych skarbach mówi jedna z legend:
W zapadłych czeluściach zamkowych lochów znajdują się skarby niezmierne, ukryte tam przez muszyńskich starostów, bogatych mieszczan i kupców przed wrogiem, który ciągnął na Rzeczpospolitą z wielkim orężem. Majętności tych pilnuje dwoje skamieniałych dzieci: chłopiec i dziewczynka. Może to dzieci któregoś starosty? Chłopiec ma na palcu pierścień szczerozłoty z brylantem, dziewczynka sznur paciorków z prawdziwych pereł.
W ogromnej sali, do której prowadzą żelazne drzwi jest zaklęte wojsko, pogrążone w zaczarowanym śnie. Gdy w niedzielę Palmową podczas procesji ksiądz uderza trzy razy w zamknięte drzwi kościoła krzyżem, na palcu chłopca obraca się pierścień, otwierają się żelazne drzwi do podziemi. Zaklęci żołnierze odzyskują mowę, budzą się ze snu i zasiadają do zastawionego stołu jak na święcone. Ucztują. Usługuje im dziewczynka ze sznurem pereł na szyi. Uczta nie trwa długo. Po paru chwilach wszystko znów kamienieje. Tak to powtarza się co roku, dopóki pierścień skamieniałe-mu chłopcu nie ześlizgnie się całkiem z palca. Gdy to nastąpi, wojsko ożyje. Stanie pod dowództwem chłopca, połączy się ze „śpiącymi rycerzami" z Tatr i stoczy krwawą walkę z wrogiem, który chciałby „zdeptać" Rzeczpospolitą. Po zwycięskiej bitwie dziewczynka ofiaruje każdemu żołnierzowi jedną perłę na pamiątkę wybawienia Ojczyzny.
Tyle legenda. Jednak w czasie prac wykopaliskowych w 1973 roku nie znaleziono ani lochów, ani skarbów. No cóż, w legendy się wierzy lub nie, opowiada lub słucha, a nie konfrontuje z rzeczywistością.
Oprac. Wit Kmietowicz.
źródło: Almanach Muszyny 1991r.
http://www.almanachmuszyny.pl/spisy/1991...egenda.pdf
|